Strona główna serwisu Strona główna forum

  Grupa:  Zupa storczykowa

 Temat:  Po kilku latach uprawa w orchidariach załamuje się...
  Strona:    Poprzednia    1  [2] 3  4  5    Następna

Odpowiedz Pokaż wiadomość 
Autor: Lidia Aniśkowicz
E-mail: lidia@aniskowicz.pl
Data: poniedziałek, 13 sierpnia 2007 13:54:14
Witam,
Może faktycznie niektóre gatunki nie są wieczne? Z drugiej strony na wielu www. można znaleźć (ku naszej frustracji) informacje, że storczyki są praktycznie nieśmiertelne . Parę przykładów poniżej:

http://www.clanorchids.com/faq/faqpg1.html
How long do Orchids live ?
If given good care, most Orchids are virtually immortal. There are plants alive today, which were brough into England in the early 1800s.

http://www.orchidcare.com/faq.htm#q7
Q. How long will my orchid live?
A. That depends on the conditions to which the plant is subjected. Under proper care, an orchid can live indefinitely.

http://jardinoscope.canalblog.com/archives/2007/02/17/4034761.html
Selon les conditions de cultures et les soins que vous lui prodiguerez, vos orchidées peuvent vivre de 3 jours à 100 ans.

Jak człowiek czyta coś takiego, to od razu nabiera przekonania, że się nie stara, nie umie, nie daje rady... Wedle powyższego powinniśmy mieć komplety storczyków od początku. A przecież tak nie jest... .

Pozdrawiam,
Lidia Aniśkowicz


Odpowiedz Pokaż wiadomość 
Autor: Wanda
E-mail: wabert@tin.it
Data: poniedziałek, 13 sierpnia 2007 14:34:54
Witam,
mam nadzieje, ze nie sprawie przykrosci pani Halinie, jesli uzupelnie, ze ten storczyk z kolekcji Jozefa Warszewicza to Cyrtopodium andersonii.
Nie moge powstrzymac sie od biadolenia, ze po odejsciu prof. Czerwiakowskiego nastaly dla ogrodu bardzo ciezkie czasy. Gdyby dyrektorskie fotele byly obsadzane wlasciwiej (po prof. Czerwiakowskim w krotkim czasie przewinelo sie ich czterech) z pewnoscia przetrwaloby tych cennych storczykow wiecej.
Pozdrowienia
Wanda

Odpowiedz Pokaż wiadomość 
Autor: Halina Roszkowska
E-mail: halina.roszkowska@paphiopedilum.pl
Data: poniedziałek, 13 sierpnia 2007 15:03:17
Pani Wando, dziękuję! Właśnie było mi wstyd, że nie pamiętam nazwy tego storczyka.

Lidko, bo przyczyna na pewno leży w nas.
Jeśli chodzi o orchidarium, to jest to tak mała przestrzeń, że nawet drobne, niezauważalne przez nas zmiany parametrów mogą mieć w dłuższym okresie czasu znaczenie.
A w Twoich akwariach? Trawki, drzewka(!), mchy rosną od kilku lat, a storczyki? Miałaś jakieś straty?

Pozdrawiam
Halina

Odpowiedz Pokaż wiadomość 
Autor: Lidia Aniśkowicz
E-mail:  
Data: poniedziałek, 13 sierpnia 2007 16:43:28
Oczywiście, Halino, że miałam np. Polyrrhiza lindenii. Poddała się po 3 latach. Ostatnio, ku mojej rozpaczy, padła mi Encyclia mariae (5 lat). Szybko, chyba po pół roku, padł Aerangis luteo-alba... Mam też, i owszem, w akwariach storczyki, które są tam lub były od początku i nadal żyją. Część musiałam pozabierać, gdy zrobiły się zbyt duże, ale straty też miałam, jak większość z nas.
Pozdrawiam,
Lidia

Odpowiedz Pokaż wiadomość 
Autor: Wanda
E-mail: wabert@tin.it
Data: poniedziałek, 13 sierpnia 2007 17:27:21

Witam ponownie
Przykro mi sie zrobilo na informacje p. Piotra o krotkim zywocie Aerangis luteo-alba, bo takowy mi sie marzy i to bardzo
Udalo mi sie odnalezc w internecie egzemlarz tak rozrosniety, ze mi nie wyglada na rosline mloda
http://www.alao.it/Bollettini/Bollettino%20Orchis%2011-12_2006.pdf
Chyba jednak istnieja klony tego gatunku o dluuugim zyciu, czego sobie i Panstwu zycze z calego serca.
Wanda

Odpowiedz Pokaż wiadomość 
Autor: ilona
E-mail: ilona@storczyk.pl
Data: poniedziałek, 13 sierpnia 2007 22:19:05
mój najstarszy storczyk to phal. hybryda ,którą dostałam w postaci siewki z jednych z pierwszych wysiewów pana Kusibaba
ma już pewnie z 25 lat ....
dużo miałam roślin , i częściowo jeszcze mam , które dostawałam w postaci małych siewek
osiągały dojrzałość tworząc bujne rozrośnięte okazy , czasami mając po 50 kwiatów !
ach co to były za czasy !!!
potem był okres zawleczonych plamistości i robali , które bardzo nadwyrężyły rośliny, a część mi zupełnie padła ..............
ale jest lepiej
co robiłam ? proponuję uważnie przeczytać stronę Kultany -sposób ochrony storczyków -stosowałam się
pozdrawiam

Odpowiedz Pokaż wiadomość 
Autor: Jurek Błaszczyk
E-mail: jurekbe@poczta.fm
Data: wtorek, 14 sierpnia 2007 21:51:07
Witam uprzejmie,
Na kilka dni se wyjechałem kosić i obsiewać moje łąki świeradowskie (storczykami, ale nie tymi o których wątek) a tu się narobiło… Zrobiłem sobie streszczenie, bo całości nie potrafiłem objąć, może się przyda. Jeśli jakieś ważne w temacie załamywania się upraw zdanie mi umknęło, proszę o wybaczenie i sprostowanie.

1. Na pytanie o szklarnie, czy w nich też się załamuje niewiele było, więc pytanie otwarte. Może tylko to doniesienie Grażyny Siemińskiej: „Znam osobiście przypadek doświadczonego hodowcy, któremu po oprysku środkiem przeciwgrzybowym (wcześniej stosowanym) padło ponad 200 roślin, i to w niemałej szklarni.” I właściwie przeciwstawne zdanie Haliny Roszkowskiej, która zacytowała autentyczną historię pewnego ogrodu botanicznego, który miał kolekcję storczyków (no i optymalne wydawałoby się warunki). „Pojawił się nowy dyrektor, zwolennik naturalnych metod ochrony roślin i zabronił używania chemii. W przeciągu dwóch lat kolekcja przestała istnieć. Wnioski wyciągnijcie Państwo sami. Kapustę, żeby rosła jak kapusta, też chyba trzeba pryskać i tyle.”

2. Tezę o padaniu po trzech latach potwierdzano wielokrotnie, np.:

Tomek Szewerniak (bardzo konkretnie) -
„Po ok. 3 latach rośliny zaczęły marnieć (głównie drobne vandowate i dendrobia)”

czy też

Grażyna Siemińska (dość filozoficznie) -
„Wszystkim czasem padają i jest to chyba najnormalniejsze zjawisko....” , ale też odwaliła kawał (dobrej) roboty na bazie 280 padnięć potwierdzającej „krytyczność” trzeciego roku. Chociaż z procentów wynika, że lata sąsiednie to dużo lepsze dla współpracy z roślinami nie są:
Przed upływem roku połowa (50%) padła z niewiadomych przyczyn
Między 1 a 2 rokiem 81% z niewiadomych przyczyn
Między 2 a 3 rokiem 89% z niewiadomych przyczyn.
Między 3 a 4 rokiem 90% z przyczyn niewiadomych.
Między 4 a 5 rokiem 80% nie wiem czemu.

3. Teraz co sądzicie Państwo o przyczynach:
Ewa Jóźwiak
„Spotkałam się z takim określeniem "nieodpowiednie stosunki wodno - świetlne. Dlaczego rosną i kwitną przez trzy lata? Może chcą utrzymać gatunek w tym marnym sztucznym środowisku i rozsiać się. Gdzieś mają to może zapisane w genach”

Grażyna Siemińska
„Zgadzam się z opinią o nieodpowiednich warunkach wodno-świetlnych. Moje vandowate rosnące przy sztucznym świetle stopniowo marnieją...”

Ewa Jóźwiak ostrzega:
„w tym co Halina napisała też coś jest. Brak przepisu, jaką chemię stosować i kiedy. Tylko żeby ze storczykami nie było tak jak z soją, kukurydzą i innymi. Wyobrażacie sobie te wielkie mutanty, wszędzie kwitnące. Tajski raj storczykowy u każdego orchidmaniaka.”

Ewa Jóźwiak też jednak podziwia:
„Pewnie tak robią Japończycy, ich rośliny są zawsze piękne i bardzo okazałe, obficie kwitnące i na pewno starsze niż trzylatki. Brak oznak choroby czy zaniedbania. Rośliny na wystawach to właśnie wielkie mutanty.”
„Holendrzy też są nieźli. … Chyba się tam kiedyś wybiorę.”

Halina Roszkowska wyjaśnia nieporozumienie:
„uprawiać orchidee przestrzegając kalendarza oprysków, kuracje antybiotykowe, cudowne środki stymulujące, to po prostu absurd.”

Halina Roszkowska dodaje w temacie:
„Jeszcze jedna może być przyczyna. Nikt z nas nie może się powstrzymać i co roku uzupełnia kolekcję dziesiątkami (skromnie licząc) nowych nabytków. Mogą one być nosicielami Bóg wie czego i w optymalnych warunkach to "Bóg wie co" wcale nie musi się ujawniać. Jeśli jednak przechodzi na rośliny uprawiane już jakiś czas w naszych warunkach "wodno-świetlnych", to może doprowadzać do chorób.

arek wątpi w higienę:
„Czy w tych orchidariach przeprowadzali Państwo raz an rok, raz na pół roku generalne sprzątanie? - wyjęcie roślin, porządne mycie, "przepłukanie roślin" ?
Moim zdaniem chodzi tu o nagromadzenie różnych dziwnych substancji, które może staja się dla roślin "bomba biologiczno-chemiczną"?”
Czy dbają Państwo o wymianę świetlówek?

Ewa Jóźwiak i Grażyna Siemińska jednak zaprzeczają, że nie myją, a upadki są. Ja też myje i się dziwię braku współpracy roślin…

Grażyna Siemińska
„najważniejszym chyba czynnikiem - tu się zgadzam z p.Arkiem - jest zbytnie nagromadzenie roślin w tych "orchidariach". Wtedy nie zawsze widać te stojące w ostatnim rzędzie, a to może skutkować nie zauważeniem w porę niepokojących objawów... to takie moje obserwacje.”

„A może zrobić geograficzny podział? Ameryka w jednej szafie, Azja w drugiej”
Otóż ja mam TYLKO Azję... Podział nic nie daje.

Wanda przytoczyła link do bardzo ciekawej wypowiedzi Ewy Iwańczyk na temat szkodliwych wydzielin systemu korzeniowego. To jednak zostało wcześniej w tym wątku również poruszone w temacie „higiena”: „czy Wasze rośliny były okresowo przepłukiwane czysta woda i jak często były przesadzane?”

Ilona napisała, że orchidaria są w ogóle „be”: „staż łódzkich storczykarzy to przynajmniej 30 lat , i w tym czasie powstawało i marniało na moich oczach dużo wzorowo zbudowanych i prowadzonych orchidariów ,powstrzymałam sie ,na szczęście od tego typu wydatku- mając na uwadze doświadczenia innych kolegów”

Marta Uścieńska
„Wydaje mi się że oprócz wszystkich wydedukowanych przyczyn istnieje osobnicza odporność.”

Piotr Bałdyga zauważył, że to może być normą:
„Poszperałem w źródłach i znalazłem informację, że np. taki Aerangis luteoalba dożywa zaledwie kilku lat” To zostało jednak obalone przez Halinę Roszkowską
„Ale sympodialnych nie powinno to dotyczyć” i Lidię Aniśkowicz „Z drugiej strony na wielu www. można znaleźć (ku naszej frustracji) informacje, że storczyki są praktycznie nieśmiertelne”

Halina Roszkowska
„Jeśli chodzi o orchidarium, to jest to tak mała przestrzeń, że nawet drobne, niezauważalne przez nas zmiany parametrów mogą mieć w dłuższym okresie czasu znaczenie.”

ilona napisała o swoich doświadczeniach: „ale jest lepiej co robiłam ? proponuję uważnie przeczytać stronę Kultany -sposób ochrony storczyków -stosowałam się”

Poczytałem więc: “How to Grow Orchids For Dendrobiums, Vandas, Cattleyas, Arandas, Oncidium in Tropical Climate” Ale żadnego z tych rodzajów nie mam, także klimat niezbyt…

Dalej niewiele chyba wiemy, co?
Pzdr Jurek

Jeszcze dwukrotnie zacytuję Grażynę:
1. Może ktoś mądry wyciągnie jakieś wnioski
2. Jerzy, a jak u Ciebie??? Odezwij się, przecież uprawiasz te śliczności dłużej niż my...


Odpowiedz Pokaż wiadomość 
Autor: Halina Roszkowska
E-mail: halina.roszkowska@paphiopedilum.pl
Data: wtorek, 14 sierpnia 2007 22:21:17
Się Pan napracował, Panie Jurku, najpierw fizycznie, teraz intelektualnie .
W oczekiwaniu na wypowiedź Jerzego przestawiam się na paprotki i bromelie. Rosną jak kapusta i nawet wełnowcom nie smakują.
Może doczekam się kwiatu paproci?
Oczywiście pod warunkiem, że wykończę te storczyki, które mam.

A na poważnie, to chyba nikt nam gotowej recepty nie podsunie. Na forum niemieckim też aż do znudzenia powtarzają się pytania o rozmaite choroby, plamy i sposoby reanimacji.

Pozdrawiam
Halina

Odpowiedz Pokaż wiadomość 
Autor: Grażyna Siemińska
E-mail: g.sieminska@chello.pl
Data: wtorek, 14 sierpnia 2007 22:54:45

Witam,

fakt, gotowej recepty nikt nie poda, bo takowej pewnie nie ma

Mam nadzieję, że Piotr Piesik (już, już wraca z urlopu ), posiadacz niedużej, ale jednak szklarni, potrafi wnieść coś konstruktywnego do tej dyskusji.
Przy okazji, moje najstarsze storczyki, to 1 paphiopedilum z OBI, wiele właśnie od PP, a także kilka z pierwszego importu Jerzego z OHG.

Pozdrawiam,
Grażyna


Odpowiedz Pokaż wiadomość 
Autor: Jurek Błaszczyk
E-mail: jurekbe@poczta.fm
Data: wtorek, 14 sierpnia 2007 23:13:20
Pani Halino,
Nooo, bromelie są OK, jedna to mi na balkonie zakwitła niedawno, a wstyd polega na tym, że jak już zabrałem z balkonu w ubiegłym roku jako ostatnią roślinę cymbidium, to się okazało - ale wiosną , że jeszcze bromelia była do zabrania
Czyli stoi od kwietnia 2006...
Teraz ciemno, ale jutro sprawdzę, czy jeszcze kwitnie i ewentualnie sfotografuję. To chyba neoregelia? może guzmania? jakaś. Mrozoodporna to ona baaaardzo jest.

Grażyna,
recepty uniwersalnej dla każdego to nie ma, ale mi się podobają te sugestie podawane w wątku na temat zagęszczenia, pomijania w opiece tych glębiej umieszczonych (nie potrafię tego ująć w procentach, ale te nieżywe to raczej z tylnej ściany witryny wyciągam) czy chemii (której poza nawozem nie używam). Trzeba to przemyśleć, wątek przez Twoje zdanie sprowokowany jest okazją, nie?
Pzdr Jurek

Odpowiedz Pokaż wiadomość 
Autor: ilona
E-mail: ilona@storczyk.pl
Data: wtorek, 14 sierpnia 2007 23:22:45
jeszcze ..
przekierowanie na "Kultana" - tu nie chodziło czytanie , jak co uprawiać ,bo pewnie każdy z nas ma dużo większą wiedzę ,tylko sposób ochrony roślin

zastanowiło mnie skąd u nas te "egzotyczne " plagi??
niby kupujemy zdrowe rośliny, a tu po pewnym czasie choroby się ujawniają i szaleją ..
czyli hodowcy sobie radzą i potrafią utrzymać w ryzach patogeny ,
jak to robią, tam właśnie jest opisane (choć włos się jeży ,jak)
pozdrawiam



Odpowiedz Pokaż wiadomość 
Autor: Grażyna Siemińska
E-mail: g.sieminska@chello.pl
Data: wtorek, 14 sierpnia 2007 23:39:01

Przeczytałam o tej ichniejszej ochronie..., ale trzeba wziąć pod uwagę, że to dotyczy plantacji storczykowych. Ja nie wyobrażam sobie oprysków co 8-10 dni w mieszkaniu. Jeszcze teraz latem można to robić na balkonie, ale w zimie? A jak nie ma balkonu? Szybciej my się potrujemy niż te patogeny

Od pewnego czasu przy przeglądaniu opryskuję rośliny biocholem (wygodny, bo w sprayu). O rezultatach trudno jeszcze mówic, bo za krótko to trwa, ale chyba jest lepiej

Pozdrawiam,
Grażyna

Odpowiedz Pokaż wiadomość 
Autor: Jurek Błaszczyk
E-mail: jurekbe@poczta.fm
Data: wtorek, 14 sierpnia 2007 23:44:30
Nie o plagach ja tu Pani Ilono Mi chodziło o to, że plag nie ma (przynajmniej nie widać) a współpracy z rośliną nie ma. I woli odejść, po około trzech latach.
Pzdr Jurek

Odpowiedz Pokaż wiadomość 
Autor: Jerzy Dziedzic
E-mail: jerzy.dziedzic@orchidarium.pl
Data: wtorek, 14 sierpnia 2007 23:45:41
Ja nie do końca mogę się miarodajnie wypowiadać, ponieważ nie mam normalnej kolekcji. Moje prywatne rośliny są notorycznie mieszane w hodowli z nowymi importami i roślinami na sprzedaż, często o ekstremalnie różnych wymaganiach. Jednym słowem - uprawiam akrobatykę uprawową... A także dlatego, że przez ostatnich 6 lat przebywałem średnio 10 do 13 tygodni rocznie poza domem, czasem po 3 i więcej tygodni pod rząd. W tym czasie opieka sprawowana nad roślinami bywała różnej jakości... Najczęstsze straty roślin odkrywałem zwykle po powrocie z jakiejś wystawy...

Natomiast straty oczywiście miewam, chociaż muszę się pochwalić, że ostatnio coraz mniejsze procentowo. Wydaje mi się, że zminimalizowanie strat wynika u mnie z ukierunkowania kolekcji i rezygnacji z uprawy storczyków, które (jak już mnie nauczyło doświadczenie) nie chcą rosnąć w moich warunkach (chociaż nie zawsze wiem dlaczego). I to wydaje mi się kluczem do problemu - staramy się za wszelką cenę uprawiać te storczyki, które nam się podobają, a niekoniecznie te, które powinniśmy. Na przykład stwierdziłem ponad wszelką wątpliwość, że jestem w stanie zabić KAŻDE dendrobium, każdą dużą vandę, katleję i laelię. Ewidentnym powodem jest u mnie za mała ilość światła - młode przyrosty są coraz bardziej rachityczne i rośliny chorują i z czasem giną. Zabijam też każdą trichopilię w okresie powyżej roku (chociaż nie wiem dlaczego), a bardzo je lubię i uparcie próbowałem uprawiać. Od czasu, gdy ich nie uprawiam, jest znacznie lepiej z samopoczuciem moim i moich roślin

Jeśli natomiast selektywnie wziąć pod uwagę rodzaje, które POWINIENEM uprawiać (bo u mnie rosną), procent strat jest minimalny. U mnie należą do tej grupy psychopsisy, paphiopedila, phalaenopsisy (najlepiej botaniczne), chiloschisty, a ostatnio także dracule i masdevalie. Z całej tej grupy w ciągu ostatniego roku padło mi zaledwie kilka roślin, z czego z "nieznanych powodów" może ze trzy... Sporo z nich mam powyżej trzech lat. Zaznaczam też, że fakt niezabijania tych roślin nie oznacza wcale jeszcze idealnych dla nich warunków uprawy - sporo z moich roślin kwitnie zbyt rzadko i rachitycznie i nie rośnie zbyt bujnie.

Dlatego wydaje mi się, że podstawowym problemem uprawy dużej liczby storczyków o różnych wymaganiach jest jednak niedostosowanie warunków do potrzeb roślin. Nawet jeśli wydaje nam się, że zapewniamy im uprawę w miarę dostosowaną do ich potrzeb, ewidentnie nasza subiektywna ocena chyba nie zawsze jest zgodna z rzeczywistością. Z reguły właśnie jest to dostosowanie "w miarę". Widziałem sporo prywatnych kolekcji, ale nie znam nikogo, kto zapewnia idealne warunki CAŁEJ mieszanej kolekcji w dowolnym miejscu uprawy.

Pozdrawiam,
Jerzy

Odpowiedz Pokaż wiadomość 
Autor: Grażyna Siemińska
E-mail: g.sieminska@chello.pl
Data: wtorek, 14 sierpnia 2007 23:57:14

No i tu bardzo przydałby się PP . W jego szklarni w takich samych warunkach uprawiane są i światło- i ciepłolubne vandowate, katleje i dendrobia itp., ale także chłodolubne pleurothallidy. I kwitną mu obficie! Może po zimie te ciepłolubne są w nieco gorszej kondycji, ale pierwsze wiosenne słoneczne dni robią swoje i rośliny szybko wracają do zdrowia. Nie oznacza to jednak, że i tam nie ma strat .

Pozdrawiam,
Grażyna

Odpowiedz Pokaż wiadomość 
Autor: Joanna Piekarska
E-mail:  
Data: środa, 15 sierpnia 2007 00:22:45
Bardzo ciekawy wątek, więc również się dołączę, choć nie mam ani orchidarium, ani szklarni.

Storczyki uprawiam od ok. 2000 roku na parapetach lub na stoliku z dala od okna pod lampą. U mnie trzeci rok nie był raczej krytyczny - wręcz przeciwnie - w porównaniu z pierwszym i drugim był niemal doskonały. Większość z kupionych w pierwszym roku mojej fascynacji orchidei, powtórzyło kwitnienie właśnie dopiero w trzecim roku

Oczywiście okres krytyczny również pojawił się i u mnie, ale moim zdaniem nie miał nic wspólnego z czasem, który roślina spędziła u mnie, i prawie zawsze znajdowałamm powód, dla którego roślina padała: zalanie, zasuszenie, choroba, zjedzenie przez kota, nieodpowiednie warunki, np. za ciepło, itd.
W pierwszych 2-3 latach (licząc od momentu rozpoczęcia uprawy orchidei) wśród wyrzuconych roślin były przede wszystkim zakupione po przecenie zdechlaki, których nie udało mi się reanimować. Przestałam więc kupować na wyprzedażach. Później sporadycznie zdarzało się, że nowo zakupione rośliny, choć wyglądały na zdrowe i silne, nagle dostawały plam na liściach lub zaczynały gnić im korzenie. Zdarzyło się również, że w ciągu jednego tygodnia straciłam prawie wszystkie Vandy - miałam ich wtedy ok. 8 - przeżyła tylko jedna, a właściwie jej odrosty - przyczyna: infekcja grzybowa - za mocno podlewałam w okresie zimy
Ale najgorszy był zeszły rok, czyli 6. od początku uprawy. Zaczęło się od wełnowców, których nie mogłam się pozbyć przez dłuższy czas - nie działały wcześniej skuteczne środki. Zaraz potem pojawiła się czarna plamistość i w tym momencie zaczęłam tracić rośliny - niektóre nawet w ciągu 2-3 dni. Zdecydowana większość kolecji na szczęście przetrwała, ale w stanie dość marnym. Straciłam jednak swoją pierwszą Phalaenopsis, która właśnie począwszy od 3 roku niezawodnie kwitła. To jednak nie był jeszcze koniec kryzysu - wkrótce okazało się, że większość roślin ma objawy albo długotrwałego nadmiernego nawożenia, albo braku wapnia (zwłaszcza u Paphiopedilum), albo niedoboru mikroelentów. Na te wszystkie przejścia rośliny zareagowały różnie: jedne rosły nadal nienaganie, ale nie zakwitły, inne (choć nadal pojawiały się różne plamy) kwitły mniej lub bardziej obficie niż dotychczas, a jeszcze inne (głównie hybrydy Phalaenopsis) zmniejszyły się do rozmiaru sadzonki , są też i takie, które jeszcze dziś przechodzą reanimację.
No i pojawia się pytanie, czemu to akurat zeszły rok był taki krytyczny. Przecież wcześniej też pojawiały się wełnowce, plamistość itd. Moja odpowiedź: nadmierne zagęszczenie roślin i brak środków ochrony stosowanych prewencyjnie. W tym roku stosowałam już chemię zapobiegawczo - rezultat: plamy na 3 roślinach na łączne ok. 150 - to chyba całkiem niezły wynik.

Zauważyłam również, że są rośliny, ktore u mnie nie rosną i demonstrują to bardzo wyraźnie przez coraz to mniejsze kolejne przyrosty. Np. Dendrobium typu Nobile jest rośliną, która u mnie nie rośnie - liczne nowe przyrosty i keiki osiągają wysokość 3-4 cm i na tym życie rośliny się kończy. Są też i takie, które utrzymuję przy życiu jedynie dzięki corocznemu wynoszeniu do ogrodu w lecie - po takich wakacjach nowe przyrosty są niesamowicie "wypasione", a gdyby zostały w domu, byłyby malutkie i cieniutkie. Bywało również i tak, że trafiała się roślina (z tego samego gatunku) mniej i bardziej chętna do współpracy. Np. Calanthe triplicata - pierwsza pięknie rosła i kwitła, ale potem niestety zjadł ją kot. Więc kupiłam drugą i okazuje się, że ta nie kwitnie, słabo rośnie i ciagle pojawiają się na niej czarne plamy

Moja hipoteza jest taka, że to przede wszystkim nieoptymalne warunki są przyczyną załamywania się hodowli. Być może znaczna część z kupowanych przez nas roślin jest mocno osłabiona nadmiernym pędzeniem przez producentów, czy tez przez nagłą, drastyczną zmianę warunków. A to w połączeniu z nieoptymalnymi warunkami uprawy może właśnie prowadzi do takiego nagłego, niewytłumaczalnego zamierania roślin.

Odpowiedz Pokaż wiadomość 
Autor: Małgorzata Lempert
E-mail: golem19@o2.pl
Data: środa, 15 sierpnia 2007 09:28:53
Witam Państwa!
Gdzież mnie do Waszych doświadczeń - ledwie 3 lata i z 50 okazów. Zaczęło się w zeszłym roku - jakieś grzybowe świństwa, błyskawicznie niwelujące młode przyrosty u wielu okazów - chyba fytoftoroza. Nie mając wiele do stracenia przystąpiłam do działania - środki typu wyciągi z czosnku, biosept - miedzy bajki włożyć. Sprawdzają się tylko w punktowych, małych ogniskach, ale i tak o niebo lepsze jest amputowanie chorego liścia/liści. Więc zabrałam się za środki "atomowe" - chemia i to czasem bardziej stężona niż zalecana. Co mi tam - zdechlak już na krawędzi życia więc ja go po kolei asortymentem półek sklepów ogrodniczych. Niektóre i tak dokonały żywota, ale część przeżyła. Moim zdaniem najlepszym okazem do przetrwania zmasowanej chemii są hybrydy katlejastych. Zostały pozbawione wszystkich młodych przyrostów, wypuszczały uparcie kolejne, które znów zabijał grzyb. Skutek taki że mają się dobrze, ale 1,5 roku stały bez przyrastania, śpiące oczka były wytrzebione. Pojawiają się dziś nowe, małe i rachityczne, wydobyte przez rośliny ostatkiem sił jakieś "resztkowe" znajdy oczek.
Jednak to nie koniec. Wiosną przypałętało się inne paskudztwo. Nie zabija szybko - drobne odbarwione na żółto kropeczki, gęsto usiane, słabo widoczne. Rozwiją się b. długo i degraduje roślinę powolnie. Chyba wirus. Żadna chemia nie działa.
A do czego zmierzam? Wbrew niektórym opiniom storczyki są chyba bardziej wrażliwe na patogeny niż na chemię. Nie jestem w stanie wymienić wszystkich środków jakie stosowałam i w jakich ilościach. Niektóre okazy "stoją" inne odrastają, inne mają plamki ale żaden nie zszedł z powodu poparzenia, spalenia. Raczej były to konsekwencje chorób.
Jak na dziś to najlepszym sposobem to usuwanie zawczasu pojedynczych liści ze zmianami. Dużo okazów wygląda komicznie - przypominają egzotyczne papugi, które z powodów "psychicznych" pozbawiają się większości piór żyjąc w niewoli.
Ale uparcie rosną i nawet kwitną. Np. takie dend. farmerii - amputowałam mu 3/4 liści a ono uparcie kwitnie.
Moim zdaniem chemia prewencyjna w uprawie papapetowo - szklarniowo - orchidaryjnej (tym bardziej) gdzie jest "ciasno" i "duszno" jest konieczna. Co innego jak ktoś ma kilka, kilkanaście podstawowych hybryd, luźno poustawianych po parapetach/półkach. Ryzyko rozprzestrzeniania chorób jest zdecydowanie mniejsze. Samo podlewanie poprzez moczenie kolejno storczyków w tym samym naczyniu jest bardzo ryzykowne zwłaszcza pod kątem ryzyka rozprzestrzenienia fytoftorozy, która zdaje się jest przenoszona "odkorzeniowo".
Pozdrawiam sedecznie.

Odpowiedz Pokaż wiadomość 
Autor: arek
E-mail: corralus@02.pl
Data: środa, 15 sierpnia 2007 10:05:49

Czyli mi sie nasuwa jeden wniosek, mianowicie taki:

Uważamy, że zapewniamy rośliną optymalne warunki hodowli, jednak to tylko pozorne i rośliny maksymalnie są w stanie znieść takie warunki około 3 lat.

Wydaje mi się on nawet sensowny - komuś też? :-)

No a drugi to ta chemia, z drugiej strony, przecież w naturze te rośliny też wyglądają "brzydko" - często plamy, połamane liście czy łodygi, zmiany na liściach i nadal kwitną i nadal funkcjonują - tak już musi być? musimy liczyć się z faktem, że po 2 latach warto dzielić roślinę, rozmnażać, szczepić ....

miłego dnia życzę
Pozdrawiam
arek

Odpowiedz Pokaż wiadomość 
Autor: Halina Roszkowska
E-mail: halina.roszkowska@paphiopedilum.pl
Data: środa, 15 sierpnia 2007 11:02:36
Trochę racji masz, Arku, ale trzeba rozróżnić plamy, które są tylko skazą na urodzie i plamy, które doprowadzają do śmierci, albo w najlepszym przypadku do degeneracji rośliny.
A spróbuj podzielić 2-letniego Phalaenopsisa z plamami na liściach

Jedno jest dla mnie oczywiste, w przypadku większości roślin moje wrażenie, że zapewniam im optymalne warunki jest złudne.

Halina

Odpowiedz Pokaż wiadomość 
Autor: Grażyna Siemińska
E-mail: g.sieminska@chello.pl
Data: środa, 15 sierpnia 2007 11:07:50

Witam,

ja bym dodała jeszcze, zwłaszcza do siebie : pohamujmy się!!! przed zbytnim zagęszczaniem roślin w orchidariach.
Przy takim nagromadzeniu roślin konieczne są - według mnie - profilaktyczne opryski środkami wzmacniającymi odporność roślin (np. biochikol, biochol), oraz ochronymi przed grzybami i szkodnikami. Ich z początku niewidoczne żerowanie osłabia rośliny, a potem to już leci.........

Pozdrawiam,
Grażyna

Strona:    Poprzednia    1  [2] 3  4  5    Następna

Powrót do grupy


© Copyright 2026 Orchidarium.pl