|
Temat: |
Re: Po kilku latach uprawa w orchidariach załamuje się... |
|
Autor: |
Jerzy Dziedzic |
|
E-mail: |
jerzy.dziedzic@orchidarium.pl |
|
Data: |
wtorek, 14 sierpnia 2007 23:45:41 |
Ja nie do końca mogę się miarodajnie wypowiadać, ponieważ nie mam normalnej kolekcji. Moje prywatne rośliny są notorycznie mieszane w hodowli z nowymi importami i roślinami na sprzedaż, często o ekstremalnie różnych wymaganiach. Jednym słowem - uprawiam akrobatykę uprawową... A także dlatego, że przez ostatnich 6 lat przebywałem średnio 10 do 13 tygodni rocznie poza domem, czasem po 3 i więcej tygodni pod rząd. W tym czasie opieka sprawowana nad roślinami bywała różnej jakości... Najczęstsze straty roślin odkrywałem zwykle po powrocie z jakiejś wystawy...
Natomiast straty oczywiście miewam, chociaż muszę się pochwalić, że ostatnio coraz mniejsze procentowo. Wydaje mi się, że zminimalizowanie strat wynika u mnie z ukierunkowania kolekcji i rezygnacji z uprawy storczyków, które (jak już mnie nauczyło doświadczenie) nie chcą rosnąć w moich warunkach (chociaż nie zawsze wiem dlaczego). I to wydaje mi się kluczem do problemu - staramy się za wszelką cenę uprawiać te storczyki, które nam się podobają, a niekoniecznie te, które powinniśmy. Na przykład stwierdziłem ponad wszelką wątpliwość, że jestem w stanie zabić KAŻDE dendrobium, każdą dużą vandę, katleję i laelię. Ewidentnym powodem jest u mnie za mała ilość światła - młode przyrosty są coraz bardziej rachityczne i rośliny chorują i z czasem giną. Zabijam też każdą trichopilię w okresie powyżej roku (chociaż nie wiem dlaczego), a bardzo je lubię i uparcie próbowałem uprawiać. Od czasu, gdy ich nie uprawiam, jest znacznie lepiej z samopoczuciem moim i moich roślin
Jeśli natomiast selektywnie wziąć pod uwagę rodzaje, które POWINIENEM uprawiać (bo u mnie rosną), procent strat jest minimalny. U mnie należą do tej grupy psychopsisy, paphiopedila, phalaenopsisy (najlepiej botaniczne), chiloschisty, a ostatnio także dracule i masdevalie. Z całej tej grupy w ciągu ostatniego roku padło mi zaledwie kilka roślin, z czego z "nieznanych powodów" może ze trzy... Sporo z nich mam powyżej trzech lat. Zaznaczam też, że fakt niezabijania tych roślin nie oznacza wcale jeszcze idealnych dla nich warunków uprawy - sporo z moich roślin kwitnie zbyt rzadko i rachitycznie i nie rośnie zbyt bujnie.
Dlatego wydaje mi się, że podstawowym problemem uprawy dużej liczby storczyków o różnych wymaganiach jest jednak niedostosowanie warunków do potrzeb roślin. Nawet jeśli wydaje nam się, że zapewniamy im uprawę w miarę dostosowaną do ich potrzeb, ewidentnie nasza subiektywna ocena chyba nie zawsze jest zgodna z rzeczywistością. Z reguły właśnie jest to dostosowanie "w miarę". Widziałem sporo prywatnych kolekcji, ale nie znam nikogo, kto zapewnia idealne warunki CAŁEJ mieszanej kolekcji w dowolnym miejscu uprawy.
Pozdrawiam,
Jerzy |
|
|
|
|