Strona główna serwisu Strona główna forum

  Grupa:  Zupa storczykowa

 Temat:  Wilgotność w oranżerii
  Strona:    Poprzednia    1  [2] 

Odpowiedz Pokaż wiadomość 
Autor: Krzysztof
E-mail: krzysztof.bulicz@neostrada.pl
Data: czwartek, 8 maja 2008 19:20:34
Pani Aniu, chyba warto sie troszkę pomęczyć z tym "wyprowadzaniem na spacer roślin" do tunelu a phalaenopsisy jak będą w cieniu i zostaną na noc to nie zapomną Pani tego, będą długo i namiętnie kwitły lecz w zimie, przynajmniej tak było u mnie. Wszyscy co maja ogrody zimowe i trzymają w nich storczyki to po pewnym czasie zastanawiają sie dla czego wymagają one tyle zachodu i pracy by utrzymać optymalne warunki. Nikt z nas nie zastanawiał się w czasie budowy i projektowania nad tym jak utrzymać wilgotność i temperaturę. Ale gdy się tak zastanowić to w palmiarniach nie ma podłogi betonowej czy z terrakoty lecz podłoże i chyba tu jest problem. Gdybym następnym razem robił ogród z przeznaczeniem na orchidarium to pewnie zamiast betonowego "klepiska" były by ścieżki i podłoże na gruncie a nie na podłodze. Pani Sandra ma racje instalacja zraszająco - zamgławiająca jest bardzo prosta do wykonania a przy odrobinie fantazji i zmysłu dekoratorskiego można rurki schować(ukryć). Moje są schowane za pniami i w suficie a na niektórych są zamontowane rośliny , nad zamgławiaczami by nie padała na nie woda. A całe sterowanie to przekaźnik czasowy za 20 zł i sterownik od pompy co za 60 zł. To tyle a jaka wygoda. Samo się włącza i wyłącza, fakt trzeba nieraz zamknąć lub otworzyć okna jak jest zimno i pochmurno.
Krzysztof

Odpowiedz Pokaż wiadomość 
Autor: Ania
E-mail: annazawodniak@wp.pl
Data: piątek, 9 maja 2008 07:58:04
Witam,
Dziękuję za podtrzymanie na duchu. Czasami konieczność wymusza właściwe rozwiązania. Jak nie będzie zbyt dużej temperatury w środku (powyżej 50*C), to pewnie ,że zostawię tam phalenopsisy. Przynajmniej latem będę mieć wolne od 'zielonej masy' okna .
System zamgławiania jest faktycznie do załatwienia, chociaż wczoraj dostałam nawilżacz ultradźwiękowy i zobaczę, jak w moim przypadku, spełniać będzie swoje zadanie .
Nie zmienia to faktu, że w upały dalej będę lać wodę na folię i na podłoże, bo to dość skutecznie obniża temperaturę , przynajmiej na jakiś czas.
To trochę uciążliwa i 'kosztowna' zabawa(woda, światło), ale czy ktoś powiedział, że jakiekolwiek hobby jest tanie? Z tego co wiem, raczej odwrotnie.
Pozdrawiam
Ania


Odpowiedz Pokaż wiadomość 
Autor: R. Kosina
E-mail:  
Data: niedziela, 11 maja 2008 19:32:28
Witam!!!
Hmmm...... ma być estetycznie?????
Ja bym spróbował tak: kilka pni drzew (nie sekwoi!) pokrytych materiałami dobrze się nawilżającymi i parującymi całą powierzchnią, np. sphagnum nowozelandzkie, jakieś inne mchy, jakieś tkaniny (tutaj trzeba pomyśleć) i wprowadzać wodę od góry na toto (jakimiś małymi pompkami - tutaj rozglądnąć się na Allegro lub prosto z kranu o regulowanym przepływie). Oczywiście pnie w jakichś pojemnikach z wodą, bo przecież nie będzie to wszystko pływać po podłodze czy posadzce. Na tych pniach można umieścić też storczyki, ale tak, żeby nie rosły w tej płynącej z góry wodzie (w koszach, w doniczkach). Pomysł jest podobny do nawilżaczy wiszących na grzejnikach. Te pnie przypominające stan w puszczy tropikalnej parując znaczną powierzchnią powinny dawać zwiększenie wilgotności.
Pozdrawiam!!!!!!!
Romek

Odpowiedz Pokaż wiadomość 
Autor: ewa123
E-mail:  
Data: czwartek, 27 sierpnia 2009 23:55:30
Witam ponownie po roku doświadczeń. Objechałam cały Konin i nikt nie słyszał o zamgławiaczach, ani w casstoramie (mieli do zraszaczy.... ogrodowych) ani nigdzie indziej. Poszukałam w internecie, kupiłam "w ciemno" 7 szt. Zamontowaliśmy 5. Kupiłam pompkę też "w ciemno" , łączniki, rurki itd. i wzięliśmy się do pracy. Dużą beczkę z wodą deszczową postawiłam pod tarasem (nad którym znajduje się oranżeria), jest tam ciemno i ZIMNO. Miało być dobrze aby nie rozwijały się różne glony i inne żyjątka, ale...

Problem zauważyłam po kilku miesiącach. Większość roślin dostała "brzydkie" plamy, liście wręcz czerniały i odpadały. Sądzę, że wina leżała właśnie przez tę zimną wodę. Rośliny w oranżerii miały cieplutko, były nagrzane a ja włączałam zimny prysznic. Innym problemem jest to, że w moich wyobrażeniach te zamgławiacze miały dawać delikatną mgiełkę ale pod dużym ciśnieniem oranżeria po 2 - 3 minutach jest zalana. Oczywiście przed wieczorem wszystko było suche. Nie zamontowałam programatorów żadnych, ciągle czytałam odczyt poziomu wilgotności i wtedy włączałam zamgławianie. Okna w dzień ciągle zamknięte, nocą otwarte. Wilgotność nie spadała poniżej 50. Rolety bambusowe opuszczone.
Biorąc pod uwagę, że problem zauważyłam po kilku msc, to (idąc za radą pana Krzysztofa B.) mąż wkopał dwa ogromne plastikowe pojemniki na deszczówkę do ziemi. Stamtąd bezpośrednio pompuję wodę do storczyków (do podlewania) oraz do zamgławiania. Nie trudno się domyśleć, że jest ona zimna. Wczesnym latem okazało się, że pompowana woda do wiader (tudzież innych pojemników) przez kilka godzin ma także nieprzyjemny zapach. Woda jest przejrzysta, niby czysta ale...śmierdzi.
W tym roku pogoda była barowa i nie używałam zamgławiaczy bo się boję je włączyć. Muszę chyba zacząć pompować ją do oranżerii (do innej beczki) a dopiero stamtąd, już ogrzaną na rośliny. Martwi mnie jednak problem tego zapachu........... Jakieś pomysły dlaczego ta woda tak brzydko "pachnie"?

A miało być tanio, prosto i "na wieki".
Dodam jeszcze, że mąż przy montowaniu zamgławiaczy i kopaniu dołów pod pojemniki - rozwodził się ze mną. Męża kocham, więc jeśliby Państwo znaleźli jakieś łatwe rozwiązania moich zaistniałych problemów -byłabym wdzięczna.

pozdrawiam ciepło ewa


Odpowiedz Pokaż wiadomość 
Autor: Małgosia
E-mail: m.wegner@op.pl
Data: piątek, 28 sierpnia 2009 08:31:30
Witam Pani Ewo...hmmm w sumie dobrze, że odnowiono ten wątek ponieważ sama przymierzam się do budowy oranżerii. Co do zimnej wody to normalne - storczyki należy opryskiwać wodą o temp. pokojowej a nawet letnią. Od lodowatej mogły dostawać szoku termicznego Najlepszym rozwiązaniem do zraszacza jest jednak filtr RO. Wiem, ze to kolejny wydatek ale naprawdę nieoceniony dla storczyków i szybko się zwraca, nie ma też kłopotu ze śmierdzącą wodą czy z brakiem deszczówki. Co od deszczówki to jeśli spływa ona z dachu do beczki a dach jest pokryty np. papą, gontem olejowanym itp. to ta deszczówka zawiera w sobie cały "syf" spłukany z dachu zawarty w jego pokryciu, co daje dodatkowe zagrożenie dla roślin. Stojąca deszczówka czy zwykła woda nawet z kranu, zawsze po jakimś czasie "zakwitnie" i zacznie śmierdzieć. Nie słyszałam też by nadawała się do jakiegoś uzdatniania. Śmierdzeniu i rozwojowi glonów zapobiega np. chlor – ale wtedy taka woda nie nadaję się za bardzo dla orchideii. Trzeba by ją więc zużywać bardzo szybko, zanim zacznie śmierdzieć
I oczywiście systematycznie czy mamy wodę deszczową czy z filtra trzeba robić opryski przeciw chorobom grzybowym. Wilgotne i ciepłe środowisko jest idealną wylęgarnią chorób grzybowych. Dla tego w takiej oranżeri powinien być też zachowany ciągły ruch powietrza, który zapewnią wentylatory.


Odpowiedz Pokaż wiadomość 
Autor: wiktor
E-mail:  
Data: piątek, 28 sierpnia 2009 09:45:09
Mam do Pani Ewo pytanie,czy woda zanim zostanie sie z dachu do pojemnikow jest w jakikolwiek sposob filtrowana? Mam na mysli jakiekolwiek sito o duzych oczkach,na ktorym osiada liscie i inne paskudztwa.I jeszcze jedno,jakie bylo pierwotne przeznaczenie pojemnikow w ktorych przechowuje Pani wode?

Odpowiedz Pokaż wiadomość 
Autor: ewa123
E-mail:  
Data: piątek, 28 sierpnia 2009 12:31:05
Myślę, że problem zapachu tkwi gdzie indziej, no ale zawsze mogę się mylić. Nie znam się na procesach chemicznych itp., mogę się wypowiadać na temat procesów ale poznawczych człowieka. Przez trzy lata zbierałam deszczówkę z mojego dachu i magazynowałam ją w plastikowych butelkach, w starych kotłach, w końcu kupiłam 30 litrową beczkę. Piwnica zimna i ciemna. W jednej butelce stała 2 lata i nic jej nie jest - nie ma brzydkiego zapachu. Zakopane pojemniki były nowe. Na rynnie zamontowaliśmy plastikową siatkę ogrodową aby nie wpadały liście i inne śmieci. Myśleliśmy jeszcze na zamontowaniu jakiejś gąbki na spadzie rynny aby ją filtrować jakoś, no ale na myśleniu się skończyło. Zamontowaliśmy jedynie "coś" na rynnie, które służy do przelewu wody kiedy zbiorniki są już pełne. Nadmiar jest odprowadzany pod paprocie i inne ogrodowe.
Pani Małgosiu, nocą są otwarte okna, zimą często rozszczelnione czy nawet uchylane przy słonecznej pogodzie.Co pół godziny załącza się duży wentylator na 3 minuty. Oprysk biochikolu naprzemiennie z bioseptem. Staram się to robić systematycznie. Ja nie mam problemu z rozwojem chorób (tfu, tfu) choć zdarzają się jakieś pojedyncze przypadki. Raczej mam problemy z wszędobylskim przędziorkiem który uwielbia część storczyków a zimą (w oranżerii zimują) uwielbiane przeze mnie róże chińskie.
Storczyki kwitną, cieszą, dają satysfakcję i siłę na przetrwanie "moich trudnych chwil".
Postaram się wieczorem wkleić kilka zdjęć, abyście Państwo mogli zobaczyć co mi spędza sen z powiek. No zapachu nie poczujecie a szkoda .

pozdrawiam ciepło ewa

Odpowiedz Pokaż wiadomość 
Autor: pysia34
E-mail: barbarakrawczyk@wp.pl
Data: niedziela, 30 sierpnia 2009 09:41:03
Mam szklarnie angielską na zasadzie ogrodu zimowego. Podłoga z marmuru i mały podniesiony za pomocą murka zagon z roślinami.do tego sporo donic wiszących itp. Temperatura zimą hmm czasami nad ranem niska nawet za niska,zdażał się szron na szybach. Ogółem koło 10 w nocy ale przy szybach znacznie niżej.Ogrzewanie częściowo kominkiem częściowo elektryczne (nocą wentylatory, w dzień kominek) W dzień zimą temperatura max 18 stopni. Wilgotność w ciągu dnia 60% w nocy oscyluje około 95% W dzień podnoszę ją za pomocą dyszy kierunkowej gardeny na posadzce. Czasami w upalne dni zraszam podłoże jak jestem w domu.Wilgotność utrzymują w szklarni rośliny towarzyszące storczykom.Na wąskim zagonie posadziłam męczennice, bugenwille, paprocie, gardenie, cytrusy itp. Rewelacyjnie zaczęły katleje rosnąć przy pomidorach. Nie wiem co wydzielają, ale kupione w Lidlu 3 koktajlowe pomidorki rozrosły się (będąc w donicach ustawionych na posadzce i zagonie) na całą szklarnie tworząc swoisty busz.Katleje ruszyły jak głópie. Z zewnątrz na szklarni rolę cieniówki spełnia gęsta materiałowa firana nie zdejmowana przez całe lato. Wentylacja to otwarte dwa okna i drzwi to wystarczyło.Zimą myślę o wykonaniu ścianki wodnej czyli wodospadu na ścianie domu. Niestety w orchidarium i szklarni brakuje miejsca więc dorastam do budowy większego ogrodu zimowego. Wiem jedno u mnie pomidorowy busz okazał się zbawienny. Duża masa zielona zmieniła warunki w szklarni a pomidory są wyborne do skubania Duża powierzchnia liści reguluje wilgotność.Woda do podlewania z filtra osmozy wlewana jest do zbiornika 30l.a z niego systemem dysz i węży 1/2 i 3/8 bezpośrednio na rośliny w dwóch pozionach na glebę i w górze. Ponownie kwitły już zimą wandy katleye phalenopsisy no i po raz pierwszy stanhopea więc chyba nie jest źle do tego półkilowe cytryny a mandeswalia od października miała tylko miesiąc przerwy w kwitnieniu. Męczennica wydała owoce, a glorioza zachwyciła wszystkich już kolejny raz. Do tego wielkie liście i kwiaty calli, kwitnącej kilkoma kwiatami. a jeszcze przypętany ogórek i tykwy. Reszta wróci niebawem do szklarni z wakacjiw ogrodzie zajmując miejsce pomidorów w tym mandarynki cycasy palmy beniaminy itp. Czekam na kwitnienie katleji i mam nadzieje że się doczekam bo zgrubienia przy bulwach są spore i zwiastują kwiaty. Moja wiedza jest jeszcze niewielka ale jakoś się sprawdza i po pierwszym spaleniu w kwietniu moje roślinki doszły do siebie.
Powodzonka w uprawie.




Strona:    Poprzednia    1  [2] 

Powrót do grupy


© Copyright 2026 Orchidarium.pl