Z tej wielkiej radości, że po dłuższej przerwie znowu mam dostęp do Internetu postanowiłam dopisać, a właściwie pokazać happy end do historyjki rozpoczętej ponad 3 lata temu.
Otóż początkiem sierpnia ubiegłego roku moje keiki postanowiły wreszcie zakwitnąć.
Poniżej widok z końca października:
A to wspomnienie wakacyjne:
Aby nie było tak słodko dodam jeszcze, że roślinka uprawiana w doniczce nie przetrwała. Nie posłużyły jej okresy nadmiernego przesuszania, a potem podlewania (czytaj: zalewania ). Pewnego dnia pseudobulwy zwyczajnie zgniły u nasady.
Uprawa na zawieszce okazała się trafnym wyborem.