|
Temat: |
Re: Wilgotność w oranżerii |
|
Autor: |
ewa123 |
|
E-mail: |
builder1@konin.lm.pl |
|
Data: |
czwartek, 8 maja 2008 13:40:12 |
Dziekuję wszystkim za dyskusje i pomysły Myślałam, że wszysty mają już sprawdzone rozwiazania i rozwiazany problem a tu klops Pomysłu proponowanego przez panów Jerzego i Krzysztofa w ogóle nie brałam pod uwagę (jak mąż zrobi to zamgławianie? bedzie zły...) ale chyba bedzie to najlepsze rozwiazanie, choć mi chyba sie marzyło coś estetycznego, miłego dla oka. Intryguje mnie także ten wentylator z nawilżaczem, muszę sprawdzić jaka powierzchnię on "obsługuje")- wyliczylismy z mężem że mam 34 m3.Pomyślę także nad zewnętrznym zacienieniem za pomocą roletek materiałowych (stare gdzieś sie walają po piwnicy). U mnie największy problem jest z brązowym dachem który przyciaga słońce, izolacja (ocieplenie) jest zrobiona ale... Zawsze mi sie marzyło, że na tym dachu posadzę sobie kaktusy (widziałam taki program na- bajka)i może za 10 lat? Chociaż nie, muszę szybciej bo potem raczej bedę za stara aby chodzic po dachu....
Pani Ewo posiadam higrometr i to właśnie jego odczyty i skoki tak mnie martwią. No z automatyka musze poczekać... Większość roślin mam na podstawkach z keramzytem zalanych wodą (bez kontaktu z doniczką). Bardzo mi sie podoba Pani strona, oczywiście przyznaje się, że zaczerpne pomysł z wykonaniem "małego orchidarium" - mam kilka właśnie małych roślin wymagajacych wysokiej wilgotności - fajnie, że rozwiazanie tanie i się sprawdza.
Pani Aniu, ja rok temu nie miałam jeszcze oranżerii tylko nie zadaszony taras z którego raczej po południu nie korzystaliśmy bo było tam za gorąco, lubiłam za to rano korzystać z niego wkładając ogórki i robić przetwory. Trzeba mieć mażenia, taka oranzeria była moim mażeniem od bardzo dawna. Rok temu moja rodzina się poswieciła, nigdzie nie wyjechalismy na wakacje- zrobili mi prezent budujac oranzerie - następny + za który ich kocham
Rok temu wiosną moje rośliny postawiłam na ogromnym stole w pojemnikach z keramzytem pod brzoskwinią. Po pewnym czasie z brzoskwini (o zgrozo) spadała spadź od mszyc, a na dodatem mój kilkuletni "boluś" zasypał je żwirem z piaskownicy...- myłam to wszystko kilka dni i płakałam - tak wiele bym wtedy dała za taki tunel jak ma Pani
pozdrawiam ciepło ewa
|
|
|
|
|