|
Temat: |
Re: Po kilku latach uprawa w orchidariach załamuje się... |
|
Autor: |
Tomek Szewerniak |
|
E-mail: |
vetom@wp.pl |
|
Data: |
sobota, 18 sierpnia 2007 16:01:26 |
Witam ponownie !
Bardzo, bardzo ciekawy wątek... Przeczytałem po raz kolejny wszystkie posty i zacząłem się zastanawiać , czy wynika z tego jakaś konkluzja . Nic nie wymyśliłem, ale przyszedł mi do głowy jeszcze jeden powód "padnięć " naszych storczyków. Zdajemy sobie sprawę ,że głównym zadaniem każdego żywego organizmu jest wydanie potomstwa ( przedłużenie gatunku) . Do tego celu rośliny muszą zakwitnąć i wydać nasiona. Jest to niezwykle "męczące" dla roślin. Wielokrotnie obserwowałem u storczyków z torebkami nasiennymi zahamowanie wzrostu na długie miesiące. Podobnie , po kwitnięciu rośliny odpoczywają , aby zregenerować wydatek energii , którą pochłonęły pąki kwiatowe , kwiaty i ew. w końcu nasiona. Celem każdego amatora storczyków jest uzyskanie najładniejszych kwiatów, jak najwięcej na pędzie i jeszcze wydłużyć czas kwitnięcia , najlepiej dwukrotnie ponad normę. To wszystko "zjada " zasoby energii naszej rośliny i może być przyczyną " nagłego padnięcia po trzech latach" - bo wtedy właśnie zakwitła!!. Proszę sobie przypomnieć różne posty od hobbystów , którym coś zakwitło po kilku latach czekania . Oni najczęściej nie mieli problemu " trzeciego roku". W ostatnim numerze "Orchds" (sierpień 2007) jest ciekawy artykuł o Grammatophyllum speciosum które zakwitło po 40 latach uprawy i różnych kolejach losu , bo nikt tak na prawdę nie chciał kolosa, który latami nie kwitł Sama roślina ważyła 45 kg!. Czy będzie dalej żyła szczęśliwie , to się pewnie okaże .
Być może sami przyczyniamy się do " efektu trzeciego roku" robiąc wszystko aby storczyki zakwitły jak najwcześniej i jak najładniej. Może żyłyby dłużej jako naokienna kapusta - tylko po co ?
Pozdrowienia- Tomek |
|
|
|
|