|
Temat: |
Re: Po kilku latach uprawa w orchidariach załamuje się... |
|
Autor: |
Ania Nowak |
|
E-mail: |
aoffgreen@wp.pl |
|
Data: |
środa, 15 sierpnia 2007 16:05:44 |
Witam
No to może ja także dorzucę swoje trzy grosze.
Moje orchidarium ma już 6lat, moze troche wiecej (wczesniej oczywiscie parapety i kazdy inny oswietlony kat w mieszkaniu). Przez ten czas przechodzilo ono wiele przebudow i ulepszen i tak jest do dnia dzisiejszego - czytaj: do dzis nie skonczone przez co warunki uprawy wewnatrz sa nieco ekstremalne.
Zauwazylam u siebie nieco inne objawy: mianowicie po trzech latach uprawy rosliny dopiero przystosowuja sie do warunkow i zaczynaja rosnac i kwitnac, tak jakby musialy wyregulowac sobie swoj biologiczny zegar po stresie zwiazanym ze zmiana miejsca zamieszkania.
Nie mowie oczywiscie ze nie starcilam zadnej rosliny , bo starcilam ich w sumie przez wszytkie lata uprawy, jak ostatnio policzylam zagladajac do mojej "skrzynki śmierci" nieco ponad sto, co liczac przez nieco wiecej niz 10lat zajmowania sie storczykami w ogole, srednio ok.do 20 roslin na rok, przy czym tak, jak u Jerzego wiele się powtarza - coś co bardzo chcialam miec, ale nigdy nie prztrwalo w moich warunkach, rosliny zarowno bardzo proste w uprawie, ale widocznie nie dla mnie: jak np. encyclia cochleata ( teraz juz wreszcie u mnie rosnie i kwitnie) po bardziej wyrafinowane, zwłaszcza, że wiekszość roslin, ktore posiadam z uwagi na mozliwosci lokalowe to miniatury.
Zreszta nie dotyczy to tylko storczykow: od lat probuje hodowac utrikularie, ale kazda jedna jak na razie usmiercilam.
Wiele z tych roslin stracilam takze przez moje czeste i dlugie podroze. Reszta jednak "zgonow" byla w wiekszosci tylko i wylacznie moja wina - nie liczac jedengo ataku ślimakow
Pewna prawidlowosc to fakt, ze usmiercane przeze mnie rosliny byly to mlode, male okazy, zazwyczaj o "delikatnym" pokroju liści i systemu korzeniowego - jednym slowem od poczatku mialy raczej male szanse, ale czlowiek szaleje i uczy sie dopiero na bledach po latach...
Żadna roslina, ktora kupilam jako silna, dorosla nie padla mi nigdy bez powodu. W tej chwili rzadko kupuję rośliny wielkości ledwo co wyrośniętej siewki, czy jednoroczne.
Zauważyłam, że róznego rodzaju dziwne choróbska to plaga ostatnich dwóch, trzech lat w ogóle(wg mnie głównie dotyczaca roślin kupowanych na terenie UE), czy przez to, że nasze kolekcje się rozrosły, czy też przez problemy producentów w ogóle, czy też przez uodpornianie się świata wirusów (i tym podobnych) na środki zapobiegawcze. Proszę przeanalizować nasze posty na różnych forach, jakoś ostatnio bardzo często o chorobach mowa, kiedyś tematy pojawiały się sporadycznie. Praktycznie z roku na rok przybywa leków dla ludzi, gdyż farmakolodzy nie nadążają za wirusami i bakteriami, których poszczególne szczepy stają się całkowicie odporne na najsilniejsze antybiotyki. Oczywiście jest tu duza wina po stronie odbiorcow, ktorzy nie stosuja srodków tak jak powinni, ale nie o tym mowa. Prosze zauwazyc, ze jednoczesnie przez okres ostatnich przynajmniej 5lat lista produktów przeznaczonych do ochrony roślin dla przeciętnego hodowcy prawie się nie zmieniła.
|
|
|
|
|