|
Temat: |
Re: Po kilku latach uprawa w orchidariach załamuje się... |
|
Autor: |
Halina Roszkowska |
|
E-mail: |
halina.roszkowska@paphiopedilum.pl |
|
Data: |
czwartek, 9 sierpnia 2007 22:10:32 |
To może ja dorzucę coś do tego ważkiego tematu. Lutz Röllke opowiedział mi autentyczną historię pewnego ogrodu botanicznego, który miał kolekcję storczyków (no i optymalne wydawałoby się warunki). Pojawił się nowy dyrektor, zwolennik naturalnych metod ochrony roślin i zabronił używania chemii. W przeciągu dwóch lat kolekcja przestała istnieć. Wnioski wyciągnijcie Państwo sami. Kapustę, żeby rosła jak kapusta, też chyba trzeba pryskać i tyle.
Moje doświadczenia co do orchidarium: mam je krótko, 2003 - 2007. Kryzys przeżyło w roku 2005, wydawało mi się, że poznałam przyczynę (przez dłuższy czas zatkana wentylacja i brak wymiany powietrza). Wtedy wyglądało to tak, że storczyki padały prawie jednocześnie.
Przetrwało kilka zaledwie roślin, które mają teraz po 4 lata, co roku kwitną (teraz też mają pąki). Żeby było śmieszniej, każda jest z innego obszaru temperatur, a w orchidarium - cieplutko. Przeżyły również wszystkie tillandsje i bromelie, które u mnie sprawiają wrażenie "żelaznych liści".
Od zimy 2006, kiedy usprawniłam pewne szczegóły, do dziś - jest OK. Przez półtora roku padła jedna roślina, ewidentnie zalana. Ale to jeszcze zbyt mało czasu, żeby spać spokojnie.
Na wszelki wypadek mam też sporo paproci i właśnie bromelii i tillandsji - w razie czego robię las tropikalny bezstorczykowy
Pozdrawiam
Halina |
|
|
|
|