|
Temat: |
Re: Po kilku latach uprawa w orchidariach załamuje się... |
|
Autor: |
Jurek Błaszczyk |
|
E-mail: |
jurekbe@poczta.fm |
|
Data: |
czwartek, 9 sierpnia 2007 20:44:18 |
Dzięki wielkie za dotychczasowy odzew, także o wiadomości na "priva" o wieeelkim szklarniowym padnięciu
Jeszcze wyjaśnię - nie chodzi mi tu o wełnowce, inne robaczki, bakterie, wirusy a także kozy (przypadek świeradowski mi znany ), ale o "nieznane przyczyny odmowy (dalszej) współpracy storczyka z uprawiaczem"
Jako wieloletni ex-hodowca ptaków różnych, głównie papug, głównie afrykańskich w razie widocznej choroby ptaka miałem spec-weta od diagnozy i leczenia, w razie zgonu innego spec-weta od sekcji w celu poznania przyczyny. Wygodne to było, nie? Robił ktoś sekcję storczyka, który niespodzianie zszedł?
To Pani Ewy "Może chcą utrzymać gatunek w tym marnym sztucznym środowisku i rozsiać się. Gdzieś mają to może zapisane w genach" to może jest odpowiedź... Ale też mi chodzi o takie kilkakrotnie kwitnące rośliny, które po trzech latach zupełnie niespodziewanie straciłem - te nie pasują do tego modelu.
Grażyna, Ty może nie podawaj tu żadnej listy padnięć, bo nie o to chodzi Domyślam się, że przy kilkuset roślinach nie jest to krótka lista, nawet kwartalna Jeśli natomiast masz takie przykłady, że coś pare lat rosło, kilkakrotnie kwitło, aż nagle niespodziewanie się zaczęło bez pomocy wełnowców i widocznych objawów choroby cofać w rozwoju i nie dało uratować - dawaj te przykłady
Pzdr Jurek |
|
|
|
|