|
Temat: |
Re: niszcząca się cattleya |
|
Autor: |
Anna |
|
E-mail: |
anna@roslin-menazeria.net |
|
Data: |
wtorek, 30 stycznia 2007 11:59:00 |
Witam,
opiszę jak ratowałam cenną dla mnie katleję. Na obecnym etapie, myślę że mi się udało.
Kupiłam w niezłym stanie, ale u mnie zaczęła bardzo chorować. Dbałam o nią najlepiej jak umiałam, jednak liście zrobiły się pomarszczone i zaczęły żółknąć.
Wyjęłam z plastikowej doniczki i zobaczyłam, że długie korzenie są zupełnie czarne. Obcięłam je wszystkie, jak również żółto-brązowe zasychające liście. Zostały zaledwie dwa liście i kilka starych odwodnionych, patykowatych pseudobulw.
Wypłukałam katleję (całą zanurzając!) w roztworze środka przeciw chorobom grzybowym i pozwoliłam całkiem obeschnąć. Następnie posadziłam do małej doniczki glinianej (nowej - starą trzeba wyparzyć!), do bardzo luźnego podłoża złożonego z keramzytu, kawałków kokosu i sphagnum. Umocowałam psb z liśćmi do patyczków, aby się nie chwiały. Doniczkę postawiłam przy południowym oknie, aby roślina mogła korzystając ze słońca i prowadzić jakąkolwiek fotosyntezę. Tak było późną jesienią. Podlewałam delikatnie gdy sphagnum było już suche, za to w jasny dzień zraszałam spody liści, tak aby wyschły przed nocą. Po drodze straciła te dwa ostatnie liście, ale z oczek zaczęły wybijać nowe przyrosty. Chyba się udało ją uratować bo przyrosty rosną i jest sporo ładnych korzonków.
Szkoda, że nie mam zdjęć gdy były same suche patyki, wizualnie nadawała się wtedy tylko do wyrzucenia.
Pokażę jak wygląda dzisiaj

Nawet patyki zrobiły się zielone i nabrały masy.

I jeszcze miejsce gdzie stoi.

Życzę powrotu do zdrowia katlei oraz powodzenia w jej uprawie.
Zapomniałabym dodać - mimo, że to zima dodaję czasem troszkę nawozu przy podlewaniu.
Pozdrawiam
Anna |
|
|
|
|